Mumble rap – Autotune’owy rak kultury hip-hop?

mumble rap

Odpowiedzmy sobie na samym wstępie co to jest mumble rap?

Co to jest mumble rap?

Mumble rap, to podgatunek rapu charakteryzujący się przede wszystkim newschoolowym brzmieniem, masą auto-tunowych wtyczek oraz tytułowym mamrotaniem – niewyraźnym sposobem rapowania. U nas w kraju te mamrotanie nie jest za bardzo spotykane, natomiast z pewnością mamy kilku rodzimych raperów(a właściwie powiedziałbym, że prawie całe nowe pokolenie), których bez problemu można przypisać do tej kategorii rapu. Zza oceanem zwany jest również jako emo rap i soundcloud rap.

Większość tekstów ma charakter egocentryczny, czy nihilistyczny. Mnóstwo jest tam odniesień do pieniędzy, biżuterii, dragów, czy seksu. Nie brakuję również lokowania produktów ekskluzywnych marek jak np. Gucci. Zaczyna wam coś to mówić?

Innymi słowy teksty nie przekazują zbytnio żadnych wyższych wartości. Natomiast jeśli mowa o technicznej warstwie liryki pozostawiają wiele do życzenia.

Pomimo tego w dużej mierze jednak wpadają wpadają w ucho, są rytmiczne i dobrze zmiksowane, dzięki czemu w połączeniu z tekstami, które raczej nie zmuszają do refleksji, zyskały na popularności wśród mniej wymagających słuchaczy, którzy pojęcie o idei hip-hopu mają raczej znikome.

Najprościej mówiąc jest to forma wulgarnego popu połączonego z elementami rapu.

Całe zjawisko zwane mumble rapem pięknie skwitował Hopsin swoją parodią tego nurtu.

W większości przypadków całą robotę robi tutaj producent, nie raper.

Mumble rap, a hip-hop – Mumble rap – Autotune’owy rak hip-hopu?

Mumble rap niesamowicie kontrastuje z legendami hip-hopu, a przypadkowy obserwator może zauważyć, że ten gatunek jest ostateczną monetyzacją i komercjalizacją tego gatunku.

W hip-hopie od zawsze chodziło o zmiany w społeczeństwie, zabawę słowem, rozbudowane rymy, freestyle, czy popularyzacje pozostałych elementów tej kultury. Czy to wszystko zanikło wraz boom bapowym brzmieniem?

No cóż. Staram się tym miejscem zapewnić promyk nadziei dla wszystkich, którzy kochają hip-hop i nie chcą, aby idea, która idzie za nim, poszła w zapomnienie, ale sprawdźmy zatem, jak bardzo temu uprzykrza tytułowy mumble rap?

Mumble rapu – 6 powód, co z nim nie tak?

1. No respect to roots…

Pierwszy grzech jest taki, że zupełnie nie szanuje swoich własnych korzeni. Pokażcie mi scratche i rolę DJa w tym mamrotanym rapie. Gdzie cypher bboy’i na klipach? Gdzie malowanie ścian? Zamiast tego znajdziemy plastikowe kubki z fioletowymi drinkami, striptizerki i obnoszenie się bogactwem.

Wiele z tych rzeczy miało miejsce i wcześniej, czy to w crunku, czy w gangsta rapie, ale zawsze zachowywało to należytą dla rapu formę.

Zresztą sama mentalność tych raperów pozostawia również wiele do życzenia.

Dla przykładu Kodak Black zaczepiał rapera Sticky Fingaz z legendarnej grupy Onyx. Zmyślając historie nt. tego jak uderzył rapera z legendarnej grupy. Skończyło się to oczywiście dissem ze strony Sticky Fingaz (STICKY FINGAZ Kodac Black DISS. BUST DOWN, LIGHT UP). A dodatkowo Kodak na swym instagramie wspominał, że należy do tej samej ligi co 2pac, czy Biggie i swój status legend zawdzięczają tylko dzięki przedwczesnej śmierci.

Innym przykładem będzie jakiś kolejny „raper” z przydomkiem lil. Na pytanie o 2paca skwitował, krótkim zdaniem, że to nudna muzyka. W środowisku hip-hopowym oczywiście nie odbiło się to bez echa.

1:46 minuta

Dzieciaki takie coś kupują, ponieważ no, bądźmy szczerzy… Dzieci nie myślą. Powtarzają wszystko co usłyszą za swoimi idolami, lub grupą rówieśników tylko dlatego, by być akceptowanym przez ogół i nie być odtrąconym. W ten sposób wśród najmłodszych zabijana jest chęć poznania tej kultury oraz jej historii już w samym zalążku. I tutaj przechodzimy do kolejnej kwestii…

2. Słuchacze rapu nie kumają czym jest hip-hop…

Drugi grzech dotyczy natomiast już samych słuchaczy. Słuchaczy, którzy nigdy nie rozumieli hip-hopu, a jednak go słuchali. Z momentem wejścia nowych brzmień, niczym chorągiewki na wietrze, w moment stali się świadomie, lub mniej świadomie wrogami tej kultury, cały czas powtarzając te same frazesy o postępie w muzyce. O jakim postępie mówimy? Spłyceniu tekstów do minimum? Powtarzania 4 zdań na cały utwór? Nałożeniu multum wtyczek dźwiękowych na wokal rapera? Wymieniać można długo…

Ciężko natomiast mieć pretensje do najmłodszych dzieciaków, ponieważ właśnie taki vibe jest na fali. Choć jak staram sobie przypomnieć siebie ze starych czasów, to między 5, a 6 klasą podstawówki już ogarniałem jakieś podstawy w stylu 4 elementów i próbowałem uczyć się beatboxu. No, ale powiedzmy, że ja to inna bajka, po prostu hip-hop od samego początku mnie pochłonął na maksa, bo wśród rówieśników nie było tak kolorowo i również słuchali tylko tego co było modne(tokio hotel, blog 27, HG/Firma w zależności od środowiska), nazywając hip-hopowców skejtami, co świadczy o poziomie ich wtajemniczenia.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem wrogiem nowej szkoły, ani nawet autotune’a, ale jest chyba dość zauważalna różnica pomiędzy Lil Uzi Vert’em, a Chance the Rapper’em, Lil Yatchy, a Asap Ferg’em, czy między Future’m, a Hopsinem.

Autotune to świetna wtyczka i może posłużyć jako instrument, jeśli ktoś potrafi umiejętnie go używać. Kanye West z pewnością jest taką osobą. Powrócimy do tego za kilka chwil…

Mówimy o samym rapie, a co z pozostałymi elementami tej kultury? Elementami, które sprawiły, że rap stał się dziś tak bardzo popularny. Przez mumble rap, rap stał się osobnym tworem, którego nie powinno się do końca nazywać hip-hopem, bo nie ma z nim właściwie nic wspólnego. Tak samo jak kibicowskie graffiti, czy breaking w teledyskach Britney Spears (lub jakiejś innej popowej gwiazdy) również hip-hopem nie jest.

Powiem więcej, ogromna część ulicznego rapu również hip-hopem nie jest, no ale czego się spodziewać po rzezimieszkach po kryminałach, którzy ortografie rozwiniętą mają na poziomie pierwszych klas podstawówki.

3. Tzw. Hip-hopolo

Troszeczkę nawiązując jeszcze do poprzedniego podpunktu.

O wiele bardziej hip-hopowy był Mezo w czasach beefu z Mesem, czy Ascetoholix niż to co się dzisiaj wyprawia na scenie, z tymże teraz ci wszyscy niuskulowi-hip-hopolowcy dostają ogromny poklask i akceptację publiki, oraz oczywiście pieniądze, co raczej motywuje ich jeszcze bardziej, by robić gnioty.

Mnóstwo kawałków z tego nurtu dosłownie przypomina discopolo i gdyby nie melorecytacja z pewnością tym by to właśnie było. 10-15 lat temu to nie miałoby szansy przetrwać bez etykietki hip-hopolo i ogólnej beki ze strony środowiska.

4. Wizerunek ważniejszy od skillsów

Podziemie

Podziemie właściwie straciło jakiekolwiek znaczenie, a każdy szanujący się słuchacz wie, że złota era dla polskiego rapu była w trakcie, gdy w podziemiu działali m.in. Dinal, Brudne Serca, Smarki, Jimson, 834, WENA, Emrat i wielu, wielu innych.

Mes niegdyś nawinął:

Dwa światy – Ten Typ Mes

To na ulicy masz grać incognito
W studiu masz błyszczeć a nie być zwykłą cipą
Bo podziemie to przejściowy etap
Możesz przejść go w wielkim stylu lub na zawsze tam przepaść

Nie do końca się z tym zgadzam, ale nie teraz pora na to.

Sens tego jest taki, że w podziemiu była kuźnia skillsów. Teraz nikt nie musi przez nie przechodzić, jak np. VNM, który spędził w nim naprawdę grube lata, dlatego dziś jest tak dobrym raperem i jeśli zarabia hajs z rapu, to w pełni zasłużenie i życzę mu jak najlepiej. A śledziłem całą jego drogę, bo niegdyś byłem wręcz jego psychofanem, ale ze względu na nowe rzeczy przestało mi to siedzieć, lecz wciąż doceniam kunszt.

Wizerunek

Dziś zamiast skillsów liczy wizerunek i popularność. Dowodem na to jest multum youtuberów, którzy robią ogromne liczby wyświetleń na klipach, a nawet zdobywają przodujące miejsca na olisie, pomimo tego, że ich nawijka naprawdę jest tak słaba, że poświęciłem na to osobny podpunkt w tym artykule.

Brakuje słuchaczom rapu tej świadomości co jest gównem, a co warto promować. Swoją cegiełkę do tego wszystkiego dokładają weterani sceny, którzy poprzez swoje wytwórnie chcą zarabiać na dzieciakach najmniejszym nakładem pracy, promując osoby, dzięki którym sprzedadzą jak największy nakład płyt oraz dodatkowo sami nie wysilają się przy swojej, własnej twórczości, np. Borixon w Chillwagonie (osobiście mi wstyd, że coś takiego przypisuje się do rapu).

Dodatkowo zasady w świecie rapowym już dawno przestały zobowiązywać. Coś takiego jak street credit już nie istnieje. Słuchacze nie patrzą na to jaką ich idol jest osobą, a tylko jaką muzykę robi. Stąd prawdziwość i zgodność z prawdą opisywaną w tekstach przechodzi na drugi plan, a sama rap gra, to tylko teatr, niczym konflikt PiSu z lewicą, zwykły showbiznes.

VNM niegdyś nawinął wers: „Rap, to jedyny gatunek muzyki, w którym jak nie mówisz prawdy, synu, jesteś kurwa nikim”. Niestety „pozmieniało się dookoła”.

5. Autotune

Wracamy do autotune’a. Jak już wspomniałem wcześniej autotune wcale nie musi być czymś złym. Zły jest w momencie, gdy zastępuje całą resztę i staje się jedynym patentem na twórczość.

Autotune to inaczej photoshop dla wokalistów. Poniżej zamieszczam filmik znaleziony na youtube, który obnaża to, że w większości przypadków autotune robi całą robotę za „artystę”.

Będąc szczery ja tego gówna nie kupuję. W żadnym wypadku natomiast nie neguję używania autotune’a, gdy odbywa się to raz na jakiś czas, ale robienie tego non stop, by zakryć braki w tym, że jako wokalista się zupełnie do tego nie nadaje, jest po prostu słabe. I tutaj ponownie ponawia się kwestia, że ludzi to nie obchodzi, liczy się, że ktoś jest popularny przez co słuchają tego wszyscy, bez refleksji, nad głębią tego całego zjawiska.

Nie mi to oceniać, ale w moim odczuciu jest to trochę płytkie.

Zostawiam poniżej kawałek Hopsina, w którym autotune został naprawdę umiejętnie użyty i jest to chyba mój ulubiony kawałek, w którym gości właśnie ta wtyczka.

Ostatnią kwestią, o której tutaj wspomnę jest rap Lil Wayne’a. Wayne jest raperem, który nie stroni przed autotunem od bardzo dawna, lecz nie robi to za niego całej roboty, ponieważ jest przede wszystkim zajebistym punchlinerem, co sprawia, że ja osobiście uznaję go jak najbardziej za dobrego rapera, choć na co dzień go nie słucham. Jest to jednak bardziej wyjątek potwierdzający regułę, na który warto na to zwrócić uwagę.

6. Mumble raperzy to bez dwóch zdań whacki

I temu nie da się zaprzeczyć. O skillsach łatwiej się mówi, gdy mówimy o rapsach w naszym rodzimym języku, dlatego wymieńmy kto reprezentuje ten nurt rapu na naszej scenie. Są to m.in. Żabson, Young Igi, Young Multi i mnóstwo raperów młodego pokolenia, których ksywek nie wymienię, bo ich po prostu nie kojarzę.

W dużej mierze są to prostackie rymy, jechanie na tym samym patencie, minimalna ilość wordplayów i rozkminek. Za to robotę robią producenci, przez mix i mastering, o czym już zresztą wspomniałem, że wszystko ładnie brzmi, a nieświadomi to kupią.

Ja świetnie zdaje sobie sprawę, że właściwie w każdym gatunku starzy słuchacze lamentują, gdy ich ulubiony gatunek ewoluuje, lub zaczyna zastępować go coś całkowicie innego wraz z nastaniem nowego pokolenia, ale to co widzimy teraz jest całkowicie sprzeczne ze wszystkimi fundamentami hip-hopu.

Liryka w różnych nurtach rapu.

Z każdą kolejną erą w tej kulturze postęp, szczególnie w liryce, był szczególnie zauważalny, a teraz patrząc obiektywnie na to, co się dzieje w rapie, nie da się tego nazwać progressem. Zrobiliśmy niesamowity krok w tył.

Rap zaczął się w Nowym Yorku i wszystko co zaczęło odbiegać od nurtu przypominający East Coast, nie było wystarczająco hip-hopowe według publiki ze Wschodniego Wybrzeża. West Coast został odebrany właśnie w taki sposób, a rap z południa tym bardziej, nie wspominając o brytyjskim rapie. Każdy w jakiś sposób odbiegał od pierwowzoru, ze względu choćby na inną mentalność ludzi żyjących w danym regionie. Nie zmienia to faktu, że każdy z tych gatunków dał nam kultowych i znanych artystów.

Ze względu na znaczenie liryzmu dla rozwoju tej sztuki, liryczna sprawność i treść była kluczem, który zapewniał wejście w tę kulturę, jak i gatunek muzyczny. Z tego samego powodu wiele osób z podgatunku Crunk nigdy nie mogły zająć stałego miejsca w hip-hopie.

Dlatego również nowa fala rapu nie może być powiązana z kulturą.

Weźmy fragment Lil Pumpa – Gucci Gang

Lil Pump

Gucci gang, Gucci gang, Gucci gang, Gucci gang
Gucci gang, Gucci gang, Gucci gang (Gucci gang!)
Spend ten racks on a new chain
My bitch love do cocaine, ooh
I fuck a bitch, I forgot her name…

Szybkie tłumaczenie:

Gucci gang, Gucci gang, Gucci gang, Gucci gang
Gucci gang, Gucci gang, Gucci gang (Gucci gang!)
Wydaje dziesięć tysi na nowy łańcuch,
Moja dziwka kocha brać kokainę, oł
Pierdolę tę dziwkę, zapomniałem jej imienia…

Kawałek, którego cytat pozwoliłem sobie przytoczyć i przetłumaczyć, bije rekordy oglądalności na youtube, a jak sami widzicie, poziom tekstu, jak i rymów jest wybitnie spierdolony. Angielski język jest o miliard razy prostszy do pisania rapu, niż język polski, ze względu choćby na łatwość rymowania i mnóstwo dwuznaczności. Jeśli ktoś, kto posługuje się tym językiem od dziecka nie wykorzystuje tego faktu, jest naprawdę dnem w porównaniu do tych, którzy wiedzą jak to robić. To żaden hejt, a stwierdzenia faktu.

Przykładów takich utworów jest naprawdę multum.

Czy istnieje jeszcze nadzieja dla hip-hopu?

Wielu zapewne zadaje sobie te pytanie. Ja również. I jeśli mam być szczery, to patrzę na przyszłość hip-hopu jednak optymistycznie, a o to kilka powodów dlaczego.

Jedno się kończy, drugie się zaczyna.

Wcześniej, czy później moda na mumble rap przejdzie. Póki co się na to nie zapowiada, ale zawsze przychodzi coś nowego, niekoniecznie musi być to nurt muzyki związany z rapem. Mumble rapu słuchają przede wszystkim osoby niezwiązane z kulturą. Co za tym wszystkim idzie zalew ścieków będzie coraz mniejszy i nacisk kładziony na lirykę będzie to coraz mocniejszy.

Hip-hop isn’t dead

Wciąż wychodzą mocno hip-hopowe płyty. W tym roku choćby Gang Starr, czy Apollo Brown. Są to prawdziwe perełki dla wszystkich hip-hopowych głów, które tęsknią za prawdziwym rapem. Jest to dowodem na to, że wciąż można robić to w dobrym stylu, pomimo, że nie trafia to do aż tak dużego grona jak kiedyś.

Z naszego podwórka możemy wymienić skład BonSoul.

Podziemie

Jest mnóstwo mniej znanych raperów, działających w podziemiu, którzy robią naprawdę dobre, rapowe rzeczy, a to oznacza, że zajawka wciąż jest żywa, wystarczy trochę poszukać, a przy okazji dać wsparcie niedocenionym raperom, którzy na to naprawdę zasługują.

Wu-Tang Clan młodego pokolenia?

Potomkowie członków legendarnej ekipy Wu-Tang Clan założyli swój własny skład o nazwie ” 2nd Generation WU” i po premierze pierwszego singla „7.O.D” zapowiada się to naprawdę nieźle, zresztą sprawdźcie sami.

Newschool to nie tylko mumble rap!

i trzeba o tym pamiętać! Jest mnóstwo wartościowych raperów, których poziom jest bardzo wysoki mimo odejścia od east coastowych brzmień i jak najbardziej należy im się szacunek za to co robią. Z pewnością pojawi się o tym tutaj artykuł, dlatego zachęcam do śledzenia aktywności na blogu, lub social-media.

Mumble rap – autotune’owy rak hip-hopu

A Wy jak uważacie? Czy mumble rap jest czymś pozytywnym, czy raczej mocno odbiega od konwencji kultury hip-hop i jednocześnie mocno jej szkodzi? Podzielcie się w komentarzach co o tym wszystkim myślicie, bo być może warto by było coś dodać na ten temat istotnego, a o czym nie zdążyłem tutaj wspomnieć lub coś przeoczyłem.

Newsletter FLAVAH

Jeśli chcesz, aby wpisy o hip-hopie i nie tylko pojawiały się częściej, zapisz się do newslettera(nie zaspamuje Twojej skrzynki) lub polub social media FLAVAH (FB najbardziej aktywny)! To zawsze dodaje motywacji ;))

Please wait...

Dzięki za zapisanie się!